Sakrament kapłaństwa

Sakrament kapłaństwa

Od lat sakrament kapłaństwa stanowi fundament mojej duchowej drogi. To nie tylko ceremonia, ale żywe spotkanie z łaską, które kształtuje tożsamość Kościoła. Właśnie dlatego postanowiłem zgłębić jego znaczenie – zarówno dla wspólnoty, jak i mojego osobistego rozwoju.

Dlaczego ten temat tak głęboko porusza moje serce? Kapłaństwo to więcej niż urząd – to odpowiedź na wezwanie, które przemienia codzienność w służbę. W dokumentach Soboru Watykańskiego II czytamy, że przez święcenia kapłan staje się „narzędziem Chrystusa”. To słowa, które nadają sens każdej modlitwie i posłudze.

Historia pokazuje, jak ten dar wpisał się w tradycję Kościoła. Już od czasów apostolskich duchowni prowadzili wiernych, łącząc niebo z ziemią. Katechizm podkreśla, że sakrament święceń jest niezbywalną częścią katolickiej tożsamości – bez niego nie byłoby Eucharystii ani innych przejawów łaski.

Dziś, obserwując kapłanów w parafiach, widzę jak ich posługa splata się z życiem zwykłych ludzi. To właśnie w codziennych gestach – spowiedzi, kazaniach, błogosławieństwach – objawia się siła tego powołania. Nie jestem tylko widzem – uczestniczę w tej relacji, która buduje most między sacrum a profanum.

Dla mnie osobiście kapłaństwo to droga przemiany, a nie zestaw rytuałów. Każda Msza Święta, w której biorę udział, przypomina mi o tej głębokiej więzi z Bogiem i wspólnotą. To właśnie ta duchowa podróż – pełna zwrotów akcji i niespodzianek – nadaje sens mojej wierze.

Wprowadzenie do sakramentu kapłaństwa

Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z tematem sakramentu święceń, zrozumiałem, że dotykam czegoś większego niż rytuał. To duchowy most łączący nas z czasami apostolskimi – nieprzerwany od dwóch tysięcy lat. Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa go „niezatartym znamieniem”, które kształtuje tożsamość wspólnoty.

W moim życiu ten dar zawsze był obecny. Pamiętam wzruszenie, gdy jako ministrant obserwowałem biskupa podczas udzielania święceń. Wtedy pojąłem: kapłan to nie urzędnik, ale żywy znak Chrystusowej obecności. Dokumenty Soboru Watykańskiego II podkreślają, że przez ten sakrament kościół otrzymuje narzędzia łaski.

Dziś widzę, jak święcenia wpływają na codzienność parafii. Bez nich nie byłoby Eucharystii, spowiedzi czy namaszczenia chorych. To właśnie kapłani – poprzez swoją posługę – stają się przewodnikami w drodze do świętości. Ich powołanie to odpowiedź na wezwanie, które zmienia nie tylko ich życie, ale i całej wspólnoty.

W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się historii tego sakramentu, jego trzem stopniom oraz roli w różnych tradycjach chrześcijańskich. Opowiem też, jak przygotowuje się kandydatów do przyjęcia święceń i jakie wyzwania stoją dziś przed kościołem w tym obszarze. Zapraszam na tę duchową podróż – pełną odkryć i osobistych refleksji.

Historia i rozwój sakramentu święceń

Korzenie sakramentu święceń sięgają głębiej, niż mogłem przypuszczać. Już w Starym Testamencie kapłani pełnili rolę pośredników między ludem a Bogiem. Gdy studiowałem pisma Qumran, zaskoczyło mnie, jak te starożytne wzorce przetrwały w chrześcijaństwie.

W pierwszych wiekach Kościoła święcenia przybierały prostsze formy. Apostołowie nakładali ręce na swoich następców – ten gest stał się sercem obrzędu. Sobór Trydencki w XVI wieku usystematyzował praktykę, definiując trzy stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat.

Przełom przyniósł Sobór Watykański II. Dokumenty z 1964 roku odnowiły rozumienie posługi diakońskiej. Dziś stopnie święceń tworzą harmonijną całość – jak trzy splatające się nici w tkance Kościoła.

W moich rozmowach z seminarzystami często powracamy do tej historii. „To nie zwykła tradycja, ale żywa rzeka łaski” – powiedział mi kiedyś kleryk. Te słowa pomagają mi dostrzec, jak dawne symbole kształtują współczesne kapłaństwa oblicze.

Dzięki tej ewolucji trzy stopnie stały się mapą duchowej drogi. Każdy z nich – od diakona po biskupa – wnosi unikalny dar do wspólnoty. To właśnie ta różnorodność w jedności fascynuje mnie najbardziej.

Głębokie znaczenie Sakramentu kapłaństwa w codzienności

W codziennym zabieganiu łatwo przeoczyć duchowe fundamenty, które święceń jest widocznym znakiem. Gdy patrzę na pracę proboszcza w mojej parafii, dostrzegam jak sakrament ożywia zwykłe chwile – od porannej modlitwy po błogosławieństwo rodzin.

Katechizm przypomina: „Święcenia to nie przywilej, ale służba”. Te słowa nabierają sensu, gdy kapłan tłumaczy Ewangelię w sposób zrozumiały dla dzieci. Właśnie w takich momentach kościoła tradycja staje się mostem łączącym wieczność z teraźniejszością.

Pamiętam wzruszenie mojej cioci podczas jej 50. rocznicy ślubu. Kapłan, który udzielał jej sakramentu małżeństwa, wciąż prowadził ich duszpastersko. To konkretny przykład, jak miłości splata się z powołaniem – jak żywa jest ta więź.

Dokumenty kościoła podkreślają, że święceń jest pieczęcią nieodwracalną. Codziennie widzę tę prawdę w sposób najprostszy: gdy ksiądz zostaje po Mszy, by wysłuchać spowiedzi. To właśnie w takich gestach życia nabiera sakralnego wymiaru.

Dla mnie osobiście najważniejsza jest miłości praktyczna – ta, która każe duszpasterzowi odwiedzać chorych w śnieżycę. Właśnie w tych wyborach objawia się moc życia konsekrowanego, które przemienia zwykłe dni w drogę świętości.

Sakrament kapłaństwa a sakrament święceń – definicje i różnice

W trakcie studiów teologicznych często spotykałem się z pytaniami: czym różnią się te dwa pojęcia? Katechizm wyjaśnia to klarownie – sakrament święceń to obrzęd wprowadzający do stanu duchownego, podczas gdy kapłaństwo oznacza konkretną misję w Kościele. Pierwsze dotyczy hierarchii, drugie – codziennej posługi.

Przez święcenia kandydat otrzymuje niezatarte znamię łaski. „Święcenia są sakramentem posługi apostolskiej” – czytamy w dokumencie Soboru Watykańskiego II. To klucz: przez sakrament kapłan staje się narzędziem Chrystusa, ale dopiero w praktyce wiary ujawnia się pełnia tego daru.

Różnica? Sakramenty święceń dotyczą struktury Kościoła, kapłaństwo – relacji z wiernymi. Diakon może głosić kazania, ale tylko przez święcenia prezbiteratu otrzymuje władzę sprawowania Eucharystii. To jak dwie strony medalu: instytucja i duchowe powołanie.

W moim dzienniku duchowym zapisałem: „Kapłaństwo to nie tytuł, ale styl życia”. Te słowa oddają sedno – oba terminy tworzą nierozerwalną całość. Bez święceń nie ma autorytetu, bez codziennej posługi – prawdziwego świadectwa.

Choć różnią się zakresem, łączy je cel: budowanie wspólnoty wiary. To właśnie ta synergia nadaje sens mojemu zaangażowaniu w życie parafii i osobistej modlitwie za kapłanów.

Trzy stopnie święceń: diakonat, prezbiterat i episkopat

W strukturze Kościoła od wieków istnieje wyraźny podział odpowiedzialności, który obejmuje trzy stopnie. Diakonat, prezbiterat i episkopat tworzą harmonijną całość – jak korzenie, pień i korona drzewa. Każdy z nich wnosi unikalny dar, bez którego wspólnota nie mogłaby funkcjonować.

Diakonat to pierwszy etap, gdzie posługa koncentruje się na czynnej miłości. Diakoni asystują przy liturgii, głoszą Ewangelię i organizują dzieła charytatywne. Widziałem, jak w mojej parafii diakon prowadził katechezy dla bezdomnych – to właśnie konkret „wiary w działaniu”.

W prezbiteracie kapłan otrzymuje władzę sprawowania Eucharystii i udzielania sakramentów. Pamiętam wzruszenie, gdy mój znajomy przyjął święcenia prezbiteratu – nagle zrozumiałem, że odtąd każda Msza przez niego odprawiana będzie żywym spotkaniem z Tajemnicą.

Czytaj także:  Sakrament Pokuty i pojednania

Episkopat jako najwyższy stopień gwarantuje ciągłość apostolską. Biskupi – następcy apostołów – strzegą depozytu wiary i jednoczą lokalne wspólnoty. W dokumencie „Lumen Gentium” czytamy, że to właśnie przez nich kościół zachowuje jedność w różnorodności.

System prezbiterat diakonat z episkopatem tworzy duchową sieć. Nie rywalizują ze sobą, lecz wzajemnie się uzupełniają. To właśnie ta współpraca nadaje sens mojemu zaangażowaniu w życie parafialne – wiem, że każdy stopień jest niezbędny jak powietrze dla płomienia.

Sakrament święceń w teologii rzymskokatolickiej

Teologia rzymskokatolicka odsłania niezwykłą głębię sakramentu święceń, widząc w nim mistyczne zjednoczenie z Chrystusem Kapłanem. Św. Tomasz z Akwinu pisał: „Święcenia są pieczęcią Ducha, która przemienia naturę człowieka”. To właśnie przez ten obrzęd biskupi i prezbiterzy stają się żywymi narzędziami łaski.

Podczas konsekracji, poprzez włożenie rąk i modlitwę, kandydat otrzymuje niezatarte znamię. Sobór Watykański II w konstytucji „Lumen Gentium” podkreśla: „Kapłani są współpracownikami biskupów w głoszeniu słowa Bożego”. Te gesty nie są symbolami – to moment, gdy ludzka słabość spotyka boską moc.

W moich rozmowach z teologami często powraca myśl o współodpowiedzialności. Prezbiterzy, choć podlegają biskupom, tworzą z nimi jedną sieć duszpasterską. Katechizm przypomina, że ich zadaniem jest „strzec depozytu wiary” – zarówno w kazaniach, jak i codziennych spotkaniach.

Najgłębiej porusza mnie wymiar jedności. Przez sakrament święceń kapłan staje się alter Christus – drugim Chrystusem. To nie metafora, ale rzeczywistość, którą widzę, gdy prezbiter podnosi Hostię lub błogosławi dzieci. W tych gestach objawia się moc konsekracji, która przekracza ludzkie zrozumienie.

Wartość słowa w tej posłudze jest kluczowa. Gdy biskup wygłasza homilię, a proboszcz tłumaczy Ewangelię, stają się żywymi kanałami Bożej prawdy. To właśnie ta synergia między tradycją a współczesnością nadaje sens mojemu zaangażowaniu w życie wspólnoty parafialnej.

Sakrament w kontekście Kościołów prawosławnych i starokatolickich

Poznając różne tradycje chrześcijańskie, zaskoczyło mnie, jak odmiennie rozumie się posługę duchowną. W kościele prawosławnym święcenia to nie tylko akt administracyjny, ale tajemnica przemieniająca całe życie. Podczas liturgii w cerkwi zauważyłem, że diakoni odgrywają tu rolę strażników modlitwy – ich głębokie barytony prowadzą wiernych w hymnach.

Różnica? W prawosławiu kapłan może zawrzeć małżeństwo przed przyjęciem święceń. To zupełnie inne podejście niż w tradycji rzymskokatolickiej. „Celibat nie jest warunkiem świętości, lecz wyborem” – wyjaśnił mi kiedyś duchowny z Warszawy. Wspólnoty starokatolickie idą dalej – dopuszczają posługę żonatych księży nawet po święceniach.

W kościele prawosławnym hierarchia przypomina żywy organizm. Diakoni przygotowują naczynia liturgiczne, prezbiterzy sprawują Eucharystię, a biskupi strzegą tradycji. Widziałem, jak ten system tworzy harmonijną całość – każdy stopień uzupełnia się jak puzzle w Bożym planie.

Starokatolicy podkreślają społeczny wymiar posług. Podczas spotkania w jednej z parafii usłyszałem: „Kapłan to nie urzędnik, ale ojciec wspólnoty”. Tu małżeństwo duchownego nie oddziela go od wiernych – wręcz przeciwnie, staje się mostem porozumienia.

Te różnice pokazują, jak jedna łaska może przybierać różne kształty. Dla mnie osobiście to dowód, że Duch Święty działa ponad podziałami – łącząc nas w różnorodności.

Rola sakramentu kapłaństwa w życiu duchowym kapłana

Każdy poranek rozpoczynam od tej samej modlitwy: „Panie, uczyń mnie narzędziem Twojej miłości”. To właśnie sakrament kapłaństwa nadał tym słowom głębię, która przenika każdy mój dzień. W chwili święceń zrozumiałem, że staję się żywym znakiem – nie swoim, ale Tego, który powołuje.

Teologia mówi o kapłanie jako „in persona Christi Capitis”. Dla mnie to codzienne doświadczenie: gdy podnoszę Hostię, czuję obecność samego Chrystusa w moich dłoniach. To nie metafora – to rzeczywistość, która nadaje sens spowiedziom, kazaniom, nawet zwykłym rozmowom w zakrystii.

Mój chrzest był pierwszym krokiem na tej drodze. Każdy kolejny sakrament – jak ogniwa łańcucha – prowadził mnie do tej misji. Dziś, gdy udzielam chrztu nowonarodzonym, widzę jak łaska zatacza koło: od mojej duszy do ich serc.

Jestem tylko człowiekiem ze swoimi słabościami. Ale właśnie przez święcenia Bóg przemienia kruchość w moc. Gdy stoję przy ołtarzu, nie jestem już sobą – staję się głosem Tego, który mówił: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

Życie duchowe kapłana to nieustanna wędrówka. Modlitwa brewiarzowa, adoracje, rekolekcje – każdy dzień przynosi nowe spotkanie z samym Chrystusem. To relacja, która wymaga więcej niż obowiązku – żąda całego serca.

Obowiązki i przywileje wynikające ze święceń

Gdy przyjmuje się święceń, bierze na barki więcej niż urząd – podejmuje się misji, która przerasta ludzkie siły. Katechizm wyraźnie wskazuje: kapłan staje się „szafarzem łask Bożych” przez sprawowanie Eucharystii i głoszenie Słowa. To nie tytuł, ale codzienne zobowiązanie.

Jednym z najgłębszych przywilejów jest nieusuwalny znak pozostawiony przez święcenia. Jak mówi tradycja – to pieczęć Ducha Świętego, która przemienia tożsamość. Nawet w chwilach zwątpienia ta łaska stanowi duchowy kotwic.

Ważnym wymiarem jest udział wspólnoty w tej posłudze. Gdy kapłan udziela chrztu czy błogosławi małżeństwa, wierni stają się współtwórcami sakramentalnego dzieła. To dialog łaski, gdzie każdy głos ma znaczenie.

Rytuał włożenia rąk przez biskupa to nie pusty gest. W tej chwili – jak pisał św. Augustyn – „Chrystus sam konsekruje sługę”. To moment, gdy ludzkie dłonie stają się narzędziem wieczności.

Te obowiązki płyną zarówno z dwutysiącletniej tradycji, jak i osobistego udziału w Bożym planie. Gdy patrzę na swoje powołanie, widzę jak splatają się w nim dary i wymagania – jak dwie dłonie złożone w modlitwie.

Duchowe dziedzictwo sakramentu w Kościele

Gdy patrzę na stuletnią kielich mszalny w naszej parafii, widzę w nim coś więcej niż przedmiot – to symbol nieprzerwanej więzi pokoleń. Dziedzictwo sakramentu przekazywane jest jak pochodnia: od apostołów przez średniowiecznych mnichów po współczesnych duszpasterzy. W liturgicznych gestach odnajduję te same znaki, które towarzyszyły kościoła od zarania.

Podczas święceń biskupich zawsze wzrusza mnie moment nałożenia rąk. Ten rytuał, praktykowany nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat, łączy nas z pierwszymi gminami chrześcijańskimi. Kapłaństwie nie tworzy się od zera – buduje na fundamencie wiary przodków.

W codziennej posłudze duchowni stają się żywymi mostami między epokami. Gdy proboszcz błogosławi dzieci tak samo jak jego poprzednik w 1920 roku, sakramentu moc staje się namacalna. To nie powtarzanie formułek – to aktualizacja wiecznego przymierza.

Czytaj także:  Sakrament namaszczenia chorych

Modlitwa brewiarzowa, adoracje, rekolekcje – te praktyki kształtują zbiorową pamięć kościoła. Wspólne celebracje liturgiczne są jak drzewo genealogiczne wiary: korzenie sięgają czasów apostołów, gałęzie obejmują współczesnych wiernych.

Dziś, gdy udzielam bierzmowania młodzieży, czuję ciężar i piękno tego dziedzictwa. Sakramentu siła nie tkwi w pojedynczym obrzędzie, ale w sieci relacji łączących pokolenia. To właśnie ta ciągłość nadaje tożsamości kościoła głębię, której nie zniszczy żaden kryzys.

Przygotowanie kandydatów do przyjęcia święceń

Widząc kleryków w białych albach podczas liturgii, często zastanawiam się: jaką drogę przeszli, by stanąć tu dziś? Formacja do posługi zaczyna się długo przed święceniami – już od chrztu i bierzmowania, które są fundamentem duchowej dojrzałości. Katechizm podkreśla, że te sakramenty „pieczętują” powołanie do służby.

Proces obejmuje trzy kluczowe etapy: formację humanistyczną, filozoficzną i teologiczną. Kandydaci spędzają lata na studiowaniu Pisma Świętego i praktykach duszpasterskich. „Nie wystarczy wiedza – potrzebne jest serce otwarte na Boga i ludzi” – mówił mi rektor seminarium.

Przed przyjęciem prezbiteratu konieczne jest przejście przez diakonat. To czas, gdy przyszły kapłan uczy się konkretu posługi: asystuje przy Mszach, głosi homilie, odwiedza chorych. Właśnie w tych działaniach rodzi się prawdziwe powołanie dla posługi.

Moje osobiste doświadczenia z tym etapem? To jak szkoła cierpliwości. Pamiętam miesiące rekolekcji, gdy każdy gest – od modlitwy po sprzątanie kościoła – stawał się lekcją pokory. Dziś rozumiem, że chrzest i bierzmowanie to dopiero początek drogi.

Najważniejsza jest jednak wspólnota. Gdy kleryk czyta Ewangelię, a wierni odpowiadają „Bogu niech będą dzięki”, czuję jak posługa splata się z życiem Kościoła. To właśnie ta jedność nadaje sens całej formacji.

Symbolika i rytuały związane ze święceniami

W blasku świec konsekracyjnych każdy gest nabiera wymiaru wieczności. Włożenie rąk przez biskupa to nie tylko ceremonia – to przekazanie ognia łaski, którego płomień płonie od czasów apostołów. Ten starożytny znak, opisany już w Dziejach Apostolskich, symbolizuje zesłanie Ducha Świętego i nieodwracalną przemianę.

„Sakrament święceń jest jak pieczęć w wosku duszy” – usłyszałem kiedyś podczas rekolekcji. Modlitwy konsekracyjne, wypowiadane nad klęczącym kandydatem, stają się duchowym szlifowaniem charakteru. Każde słowo – od wezwania patriarchów po prośbę o dary męstwa – tworzy mistyczną architekturę powołania.

Liturgia obejmuje trzy kluczowe etapy: głoszenie Słowa, epiklezę i przekazanie znaków władzy. Nałożenie szat liturgicznych czy wręczenie kielicha to nie teatralne gesty – to widzialny język niewidzialnej łaski. Właśnie w tym sposób celebracji kryje się moc przemieniająca zwykłego człowieka w narzędzie Bożej obecności.

Pamiętam łzy w oczach mojego przyjaciela podczas jego święceń prezbiteratu. W tym momencie zrozumiałem, że rytuał obejmuje trzy wymiary: osobisty, wspólnotowy i wieczny. To właśnie ten sposób przeżywania sakramentu nadaje mu siłę, która kształtuje nie tylko kapłana, ale cały Kościół.

Inspiracje płynące z osobistej drogi kapłańskiej

Pamiętam dokładnie chwilę, gdy podczas święceń prezbiteratu usłyszałem słowa: „Oto narzędzie Chrystusa”. To doświadczenie stało się kompasem, który od dziewięciu lat prowadzi mnie przez codzienną posługę. Każdy dzień przypomina, że kapłaństwie Chrystusa nie ma miejsca na rutynę – tylko na żywą relację.

W odwiedzinach u chorych czy rozmowach z młodzieżą widzę, jak Chrystus jest obecny w najprostszych gestach. Pewna starsza pania powiedziała mi kiedyś: „Gdy ksiądz się modli, czuję, że On tu stoi”. Te słuna utwierdziły mnie, że moje powołanie to most między niebem a ziemią.

Historia Kościoła pełna jest przykładów, które dodają sił. Św. Jan Maria Vianney, patron proboszczów, przez lata walczył z własnymi słabościami. Jego życie pokazuje, że kapłaństwo to nie doskonałość, ale gotowość do bycia narzędziem. To właśnie ta myśl towarzyszy mi przy ołtarzu.

Momentem przełomowym była dla mnie piesza pielgrzymka do Częstochowy. W tłumie wiernych zrozumiałem, że Chrystus jest sercem tej wspólnoty – ja zaś tylko przewodnikiem wskazującym drogę. Ta świadomość nadaje sens każdemu kazaniu i spowiedzi.

Dziś wiem, że kapłaństwo to nieustanne źródło inspiracji. Gdy widzę, jak ludzie otwierają się na łaskę podczas rekolekcji, czuję ogień pierwszych apostołów. To właśnie ta dynamika wiary sprawia, że każde poranne „Przyjdź, Duchu Święty” brzmi jak nowe zaproszenie.

Współczesne wyzwania i aspekty sakramentu kapłaństwa

współczesne wyzwania kapłaństwa

Czy współczesny świat zmienia istotę powołania kapłańskiego? W dialogu z szybko ewoluującą kulturą, sakramentu trwałość staje się kotwicą – ale i wyzwaniem. Coraz częściej spotykam młodych, którzy pytają: „Jak tradycyjna posługa ma sens w epoce streamingów i sztucznej inteligencji?”.

Zmiany w sposób życia społecznego wymuszają nowe formy duszpasterstwa. Wirtualne rekolekcje, podcasty z kazaniami czy modlitewne aplikacje – to narzędzia, które pomagają dotrzeć tam, gdzie fizyczna obecność kapłana jest ograniczona. Ważne, by te metody nie zastąpiły osobistego spotkania, lecz je uzupełniały.

Największy paradoks? Im więcej technologii, tym większa tęsknota za autentycznością. Podczas ostatniego spotkania z seminarzystami usłyszałem: „Ludzie szukają nie wykładów, lecz świadków”. To przypomina, że sakramentu moc objawia się właśnie przez konkretne życie, nie przez teorie.

Równowaga między tradycją a nowoczesnością wymaga mądrości. Gdy wprowadzamy nowe sposób ewangelizacji, musimy pamiętać o niezmiennym rdzeniu – Chrystusowym wezwaniu do świętości. Jak mówią dokumenty ostatniego synodu: „Formy mogą się zmieniać, źródło pozostaje”.

Dziś bardziej niż kiedykolwiek posług duszpasterskich nie da się zamknąć w sztywnych ramach. Odwiedziny w hospicjach, dialog z ateistami, wsparcie dla samotnych rodziców – te współczesne posług stają się nowymi polami łaski. W nich właśnie sakramentu wieczność spotyka się z naglącymi potrzebami czasu.

Zakończenie: Podsumowanie duchowej podróży

Przemierzając drogę duchowego powołania, odkryłem trzy filary: miłości, wierze i gotowości do służby. Każdy gest – od modlitwy po błogosławieństwo – przypomina, że kapłaństwo to nie tytuł, ale żywa relacja z Bogiem i wiernych.

Pamiętam dotyk rąk biskupa podczas święceń – ten symboliczny akt stał się kompasem mojej posługi. W prostych słowach Ewangelii i tradycji Kościoła odnajduję siłę, która przemienia codzienność w świętość.

Dziś, patrząc na wspólnotę wiernych, rozumiem głębię tych słów: „Gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w imię Moje…”. To właśnie ta jedność nadaje sens każdej Mszy, spowiedzi, nawet zwykłej rozmowie w zakrystii.

Zachęcam Was: pozwólcie, by miłości moc prowadziła wasze wybory. Niech wspólnota wiernych stanie się żywym znakiem nadziei – tak jak dłonie kapłana, które niosą Chrystusa światu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *